Muzeum Etnograficzne w Sądrach na Mazurach.

Muzeum Etnograficzne w Sądrach założyli Krystyna i Ditmar Dickti w 1991 roku. Obecnie prowadzony przez syna Waldemara z żoną Julitą. W trzech budynkach na uporządkowanej przestrzeni rozmieszono sekcjami elementy z dawnego życia. Zwiedzając zespół budynków, ocieramy się o niemalże dwuwiekową tradycję. Wystarczy zmrużyć oczy na moment i wskoczyć w tamten świat. W tamtej odzieży. Z tamtymi narzędziami. W tamtej kuchni i innych izbach. Uzmysłowić sobie  proste życie i nieskomplikowane historie niejednokrotnie przyprawione trudem i potem codziennych obowiązków i wszelakich powinności. Niemalże dwa wieki temu w ludności bardziej widoczna była pokora, jednak nie wykluczała buntowników. Zawsze ktoś napędza działania i wymusza czyny. Czy przedstawione eksponaty były uproszczeniem życia nie tylko na wsi? Czy szczytem tamtejszej technologii? Aby się o tym przekonać, należy wejść kolejno do trzech budynków. Pierwszy- Mazurska Chata gdzie pokonując portal, jakim są drzwi domu, jesteśmy autochtonami sprzed ponad wieku. Czy zastanawiają nas urządzenia, czy jak się do siebie zwracano? To podróż do krewnych, lecz w czasie. Drugi- budynek gospodarczy, niegdysiejsza obora jest zaskakujący już na wejściu. Parter ozdobiono przede wszystkim niepoliczalną ilością dzbanków. Ile metrów półek podsufitek się zmieściło? Ile jest dzbanków ułożonych w nieznacznej od siebie odległości? Tych w kwiaty, paski, okolicznościowe zdobienia. Tych stykających się uszko w uszko... Ile? Początkowa próbowałam policzyć, lecz to jakbym liczyła z ilu desek, zbudowano dom. Niesiona tym wrażeniem wspięłam się na piętro tudzież poddasze. Bardzo duże poddasze. Szok. Tyle można pomyśleć, patrząc w prawo, patrząc w lewo. Ile czasu i osób było zaangażowanych w kolekcjonowanie tychże przedmiotów? Są tu całe składy posegregowane na działy mówiące o zawodach niegdyś popularnych. Jak o zawodach, to również o sprzęcie, potrzebach i możliwościach. Czy obecnie są rozpoznawalne? Czy były pierwowzorem znanych dziś technologii? O tym i tamtym można się przekonać, będąc na miejscu.  

Mazurska Chata. Budynek gospodarczy, tu niegdyś była obora. Stodoła.

Ucieczka przed chmurą.

Lista niezbędnych rzeczy spakowana do pudła. Na wszelki wypadek dorzucam sztormiaczek i coś do zwykłego okrycia. Niebo coś poszarzało, jednak ważne by nieładny kolor został tu gdzie teraz. Celem jest muzeum tuż za Mrągowem i nic nie zmieni planu. Chata Mazurska. Budynek zabytkowy umeblowany jak dawniej… Przeniosłam się do Prus Wschodnich. O tam jest tabliczka kierunkowa i jakiś człowiek. Po wymianie uprzejmości powitalnych ów pan wskazał kolejno obiekty. W chacie rozbłysło sztuczne światło, nie pozostawiając niczego w ukryciu. Już w wejściu przywitał mnie zapach drewna, który przez lata swojego istnienia zebrał wiele tajemnic. Ten aromat to kolekcja ludzkich bytów zajmujących się niemalże wszystkim, co było niezbędne. Można wyliczać w nieskończoność. Przedsionek domu często był małym warsztatem, to jeden z zapachów. Kuchnia, centrum świata, każdego domu zwłaszcza w tamtych czasach. Ludzie wiele rzeczy robili sami, a receptury przekazywali ustnie, tudzież spisywali, tworząc taki domowy notatnik, by przekazać kolejnemu pokoleniu. To wiele zapachów. Meble mieszczące odzież użytku nie tylko codziennego, lecz odświętnego także, one gromadziły zapach najbardziej ludzki. Woń ciała, czy niegdysiejszych środków piorących. A czym nadawano zapach? Czy używano odświętnie wód toaletowych bądź perfum? Nie potrafię odpowiedzieć. Nigdy nie znalazłam czegoś na wzór flakonika po pachnidle do ciała. Wiem, iż większość ludzi była skromnymi ewangelikami. Może pachnidło było czymś więcej? Czymś ekskluzywnym? Być może. W izbach odnajduję kolejne przedmioty. To pewnie pokój dzienny. Tu spożywano posiłki, odmawiano modlitwę przed… a kiedy grano na fisharmonii? Czy to był niedzielny rytuał, czy codzienność? Dom urządzony ze smakiem, jakby prezentował zamożniejszą rodzinę. Kolejny przedsionek i sypialnia. Zawsze zastanawiam się nad ich długością. Są tak krótkie, by spało się szybko? By po otwarciu oczu nie wahać się zbytnio, tylko wstać i rozciągnąć kości. Wstać, gdyż nie ma czasu, dużo pracy czeka. Nie wiem, czym spowodowana była tamtejsza moda. Szafa, a na niej prezentowana odzież okazjonalna. Karteczka podpowiada, iż to suknia ślubna. Czarna? Dlaczego? Kto wybierał kolorystykę i czym się kierował? Wracając wspomnieniami do dawnej fotografii, mimo iż czarno białej, widoczna jest skromna suknia. Teraz wiem, iż była czarnego koloru i nie ma w tym niczego dziwnego. Ot proste niczym nieskomplikowane życie. Bez strojenia w kolory. Cała paleta barw zarezerwowana jest na życie i dom, ogród, pole uprawne. Jednak paleta z niekończącymi się odcieniami, to wielotematyczna samowystarczalność. Życiowa zaradność. Najważniejsze kolory gdzie odcieniami są ci, dla których to wszystko się dzieje… Mazurska Chata i zacna postać. Podobizna wykonana, trudno ocenić z czego. Oczywiste kim jest owa postać. Wszędzie kartki „nie dotykać eksponatów”. Jednak muszę Ernesta wyciągnąć zza maszyn, tam go nie widać. Teraz podobizna Ernsta Wiecherta prezentuje się na tle różnych maszyn, oczywiście do pisania. Jego kolory życia, to wszystkie odcienie lasu o każdej porze roku.

Skansen- czyli muzeum na wolnym powietrzu. Muzeum- instytucja powołana do gromadzenia, opieki i badania zebranych eksponatów. Eksponat- przedmiot wystawiany na pokaz.


ZWIEDZANIE: 

Sądry 3; 11-700 Mrągowo, tel.-  89 742 36 11; 696 098 538; 660 976 198

od poniedziałku do niedzieli, cały tydzień w godz. 12:00-17:00. Można podziwiać samodzielnie lub z narratorem. Obiekt serwuje drożdżówkę mazurską pieczona według rodzinnej mazurskiej tradycji oraz kawę. Wstęp płatny: Bilet normalny -20 zł od osoby

Dzieci do lat 4 – bez opłat

Dzieci od 4 do 14 lat – 15 zł od osoby
Grupa minimum 20 os. – 15 zł

e-mail: recepcja@christel.com.pl




















                                            













Budynek gospodarczy. Niegdysiejsza obora.









































                                                       













Ogród i stodoła.






































Komentarze