Miejsce nieznacznie oddalone od Mrągowa. Wioska wypełniająca zakręt drogi głównej i tabliczka zapraszająca do izby regionalnej. W niepozornym siedlisku niegdyś w większości z czerwonej cegły znajduje się wspomniany już wehikuł. Wchodząc do jego wnętrza, wita nas sesja zdjęciowa. Fotografie przypięte do sznurka drewnianymi spinaczami do prania. Sesja poniekąd utożsamiająca się z mieszkańcami siedliska. Można by rzec, widać trzy pokolenia plus. Panie przemieszczają się w wewnątrz obiektu jak we własnym domu, to rozbudza ciekawość.
Małe kalendarium. Przyjazd i zamieszkanie rodziców przewodniczki do Marcinkowa nastąpił w 1945 roku w tym właśnie siedlisku z 14-hektarowym polem. Stanisława była krawcową, natomiast jej mąż był sanitariuszem w Mrągowie, a po godzinach zamieniał się lokalnego szewca. Młoda Stasia zaprzyjaźniła się z panią Anną, autochtonką. Jej mama urodzona w 1899 roku była pierwszą osobą, dzięki której nowi mieszkańcy zapoznali się z historią. Panie często siadywały na ławce i dyskutowały o czasie przeszłym.
Skąd to wszystko?
Zbiory gromadzono przez lata na strychu bądź w budynkach gospodarczych na różnych podwórkach. Dla wielu nie potrzebne, dla wielu mogłyby się jeszcze przydać. Zatrzymane niczym wskazówki zegara milczały w ukryte w kartonach. Czekały na później. Z czasem okazały się startem innego miejsca. Zaczęły odliczać nową opowieść złożoną z rozdziałów kartonowych i tych ukrytych pod gęstym kurzem. Tym który pokrywając przedmioty dywanem szarości, niemalże odebrał im kształt i funkcjonalność. I przyszedł czas, by rozpakować pudła, jak po podróży. Ze strychu nad domem do muzeum. Do miejsca, gdzie jest dla nich szansa na renowację, na nowe życie. Na bycie historią np. tkactwa. Wszystko dzięki pasji, za sprawą której, w miarę możliwości zdobyto wyposażenie. Restaurują budynki. Materiały niezbędne do odbudowy i renowacji, jest pozyskiwany z podobnych obiektów, tak by historia się zgadzała. Do rozpakowanych pudeł dołączają wyprawy na targi staroci, gdzie również można znaleźć brakujące elementy różnorakich wątków. Pozyskane przedmioty nie są anonimowe. Każdy ma podane miejsce pochodzenia bądź wcześniejszego właściciela. W obiekcie znajduje się lista darczyńców. Tak by upamiętnić fakt i podziękować za wzbogacenie muzeum. Po siedlisku oprowadza mnie właścicielka. Wskazując kolejno przedmioty, opowiada ich historię. Każdy z eksponatów ściśle związany z Prusami Wschodnimi. Regionem bytności i zawartości podwórka. W melodie jej głosu wkomponowuję klikanie aparatu. Utrwalające kadry pozwolą na istnienie historii w kolejnym miejscu.
Muzeum ma kilka budynków i kilka ekspozycji, gdzie wszystkiego można dotknąć. Wszędzie można zajrzeć. Kierunek nadaje przewodniczka Jola. Pierwszy zespół znajduje się w budynku gospodarczym. Początek przygody zaczyna grupa eksponatów o tematyce tkackiej. Umieszczono w nim wszystkie etapy powstawania materiału tudzież odzieży. Od rośliny i od zwierzęcia, a skończywszy na gotowym produkcie. Warsztat. Miejsce, gdzie len i wełna owcza pojawia się w wersji pierwotnej. W stworzonym warsztacie przechodzi wszystkie etapy. Bez wyjątków, gdyż rezultatem są np. włóczka, nić tkanina. Warsztat, gdzie od rośliny i owczego runa wszystko się zaczyna i kończy w rękach dziergających tudzież u krawca. W dodatku wyprasowane.
Kuchnia letnia. Serce domu, miejsce wszystkich domowników i sprzętów niektórych tajemniczych tudzież nieistniejących w takim kształcie obecnie. Piec, w którym wypiekano chleb. Już czuję jego zapach. Dawny mikser. Bogata wystawa wag. Wszędzie znajduje się dużo zdjęć i pamiątek z nazwami miejscowości.
Pokój parobka natenczas komornika, człowieka, który za dach nad głową pomagał w gospodarstwie. Bywało, iż mieszkał z rodziną, jeśli i dla nich coś się znalazło. W pokoju wydzielono kącik toaletowy damski i męski stosownie zaopatrzony. Stojąc w nich, wyobraźnia podpowiada jak używać przedmiotów z toaletki. Kolejna dawka nietuzinkowości. Miejsce toaletowe. Czym taki mężczyzna się golił? Brzytwą oczywiście, jednak wcześniej nakładał pędzlem pianę, która wykonana była z? Tego nie wiem. Damski kącik toaletowy. Zastanawiał mnie całkiem niedawno fakt zapachowy. Czym pachniały natenczas skromne kobiety? I nadal tego zapachu nie znam, lecz wiem, iż istniał. Tu w kąciku toaletowym jest mały skromny flakonik i pompką. Zbiór ksiąg tj. Pismo Święte z 1881 roku, biblia z 1895 roku, kancjonał z 1900 roku, a także biblia 1000 obrazków datowana na lata 1835-41.
Spacerując po sali, słucham opowieści i zadaję pytania. Czuje się jak dzieciak. Babcia ... Stasia obecnie 94-letnia z zamiłowaniem dzierga skarpety wełniane... Córka Jola i jej syn Bartek oprócz etatowej pracy pochłonięci są bez reszty historią przekazywaną przez izbę regionalną... Siedlisko pochodzi z około 1906 roku... Zrekonstruowana częściowo stodoła, na którą pozyskano belki z innego obiektu. Ważne by datowanie było odpowiednie... Kolejny budynek gospodarczy. Tu na górze znajduje się:
kącik szewski
kącik higieniczno-sanitarny
sala szkolna...
Wszystko starannie wyselekcjonowane. Poukładane działami. Wszechobecne zdjęcia opowiadające o czynnościach podstawowej higieny i prania. Kolejne przedmioty z nazwami miejscowości...
Magiel, materiał, tkanina, ubranie...
na koniec plejada skarpet wełnianych. Te są osobiście dziergane przez seniorkę rodziny. Niestrudzona kobieta tworzy je w wielu kolorach. Ja mam szare i pierwsze z rysem historycznym. Na koniec wymieniłyśmy się drobiazgami. Ja dostałam skarpety wełniane, wydziergane przez niestrudzoną starszą panią. To pierwsze takie skarpety, które mają dla mnie wartość historyczną:).
Sesja





Komentarze