Jezioro Wesołek we wsi Krzyże.

Jeden z mazurskich końców świata to Krzyże, miejscowość lokowana w 1706 roku. 

Kreutzofen to połączenie słów krzyż (der kreutz) i piec (der ofen), a tych było sporo w okolicy. Duża ilość była wynikiem fachu części osadników, czyli wytapianiem rudy. Inni zajmowali się wyrobem mazi, smoły drzewnej, byli smolarzami. Pewnego razu z okazji 300- lecia ustawiono rzeźbę przypominającą niezbyt urodziwego stwora tj. 22 lipca 2006 roku. Jest to przybliżona data corocznej imprezy Dnia Wodnika.

W krainie niezliczonych końców świata, gdzie wszystko ma swój początek nad brzegiem jeziora, czy też innego akwenu wodnego, mieszkał niegdyś Wodnik. Najstarsze wzmianki sięgają ponoć XIV wieku. A zapisu, dokonano w klasztornych księgach. Większość legend o demonie Wodniku, obślizgłym i złym, potwierdza, iż najbardziej przeszkadzały mu dzieci. Były głośne i na domiar wszystkiego śmieciły. Ów demon lubił ciszę, poszanowanie przyrody i czystość. Jeśli zdarzało się inaczej, wciągał istotę pod wodę i topił. Jak podają wszelakie opowieści, ofiarami Wodnika byli również inni mieszkańcy, z jego okolicy. Najlepszym sposobem na uniknięcie jednookiego stwora owego akwenu, było niezbliżanie się do wszelkiego rodzaju wód. Ponoć na Mazurach, by obłaskawić zło z terytorium wodnego, raz do roku wrzucano tam kurę. Inne ludowe opowieści podają, iż potrafił się wcielić w człowieka i w ludzkiej skórze przyjść na festyn. Tam nietrudno było go zdenerwować, a wówczas topił delikwenta w różnych naczyniach wypełnionych wodą. Zdarzyło się, że kogoś utopił w łyżce wody i stąd zapewne obecne po dziś powiedzenie. Jednak żadna zmiana, czy też wcielenie nie trwało długo. Natomiast gdy padał deszcz, mówiono, że dwóch wodników walczy o daną wodę.

Legenda Wodnika z jeziora Wesołek opowiadana przez najstarszych tym najmłodszym do dziś.

Dawno dawno temu, tuż za wsią i oczywicie na skraju lasu było jezioro. Jednak obecny rozmiar i natenczas trafniejszym określeniem byłoby jeziorko. Ów akwen z jednej strony był otoczony potężnym lasem. Z drugiej zaś, małym lasem tudzież skrajem tajemniczego drzewostanu. Ludzie z wioski chodzili tam łowić ryby. Jednak tylko dorośli. Bali się bowiem mieszkańca wody. Dla podkreślenia niebezpieczeństwa dodam, iż niewielki akwen otoczony był równie niewielkim podmokłym terenem. Od wieków wiadomo, iż po trzęsawiskach się nie chodzi, bo kradną ludzi i tylko nielicznym udaje się czmychnąć z niebezpiecznej pułapki. W Krzyżach wiedzieli o tym dorośli. Wiedziały też dzieci. Jednak młody człowiek jest zaopatrzony w nadmierną i niepohamowaną ciekawość. Ta oczywiście zwyciężyła. Któż by nie chciał usłyszeć magicznego głosu? Jego śpiew hipnotyzował i powodował nieodwracalne skutki. Pod wpływem urzekającego głosu chęć wejścia do wody, by się do niego zbliżyć, była olbrzymia. Oczywiście zakładając, iż wchodzący do wody nie umieli pływać. A jeśli potrafili, a owa magia nie pozwalała na ruchy ratujące życie? Wodnikowi łatwiej było omamić i zniewolić młodą i niewinną duszyczkę, która już nigdy nie wróciła do wioski. Nie wróciła do domu. Do rodziny. W obawie przed konsekwencjami starszyzna zabroniła dzieciom połowów. Jednak Wodnik zamieszkujący pobliskie jezioro zwabił ufne dzieci. Potwór przypominający wyglądem po części rybę, a po części człowieka. Ów stwór śpiewając wspaniałe pieśni, kusił najmłodszych na brzeg wody, by tam je złapać. Pewnego razu dwóch chłopców, przyszło połowić. Zarzucili wędki i po jakimś czasie ukazała im się ryba znacznych rozmiarów. Mimo iż teren był trudny, podmokły i mało stabilny próbowali wspólnie wyciągnąć zdobycz na brzeg. Wtedy właśnie usłyszeli cudny śpiew, a ich oczom ukazał się jednooki stwór z pięknym rybim ogonem. Nagle zaczęło grzmieć i przestraszeni chłopcy, porzuciwszy wędki, a także zdobycz uciekli z trzęsawiska na brzeg, a z niego do domu. Rozemocjonowani wpadli do chałupy i opowiedzieli o wydarzeniu. Następnego dnia ojcowie wybrali się w to miejsce. Na brzegu zobaczyli odcisk rybiej płetwy. To był on, chłopcy widzieli Wodnika z jeziora. Po upewnieniu się, że taki ślad mógł zostawić tylko potwór czyhający na najmłodszych mieszkańców, definitywnie zabronili dzieciom tam łowić.














Komentarze